Up in the air
Link 01.09.2010 :: 20:46
Komentuj (3)W piątek nomen omen trzynastego w końcu udało mi się wybrać ze szwagrem w przelotkę :)
Żadnych forfitrów, ani francy nie było, chociaż nie obeszło się bez
nieplanowanych atrakcji w postaci przymusowego lądowania w Modlinie ze
względu na burzę nad Bemowem.
Było fajnie :) Trzeba to powtórzyć...



A to sprawcy całego powyższego bałaganu :)

Włodawa - druga odsłona
Link 24.08.2010 :: 00:41
Komentuj (0)Był kościół, teraz cerkiew.

Na koniec - trzy figury stojące przed Ratuszem obrazujące wyjątkowość kulturową miasta:

Włodawa - miasto trzech kultur
Link 09.08.2010 :: 23:34
Komentuj (1)
Włodawa jest jednym z niewielu miast, w którym od wieków w zgodzie żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy, Białorusini oraz Żydzi (którzy do II wojny światowej stanowili 60% ludności ówczesnego miasta). Tradycję trójkulturowości upamiętnia i kultywuje coroczny Festiwal Trzech Kultur (kultur: żydowskiej, polskiej i ruskiej, związanych z trzema religiami: katolicyzmem, prawosławiem i judaizmem). W okresie zaborów Włodawa leżała początkowo w zaborze austriackim, dopiero potem została włączona do rosyjskiego [Wikipedia]
Na zdjęciu poniżej barokowy XVIII-wieczny kościół parafialny p.w. św. Ludwika , zbudowany wg projektu włoskiego architekta Pawła Fontany.

Bardzo interesujące miasto. Kościół katolicki funkcjonuje, tak samo cerkiew prawosławna, natomiast synagoga przemieniona została w Muzeum... cóż, historia II wojny światowej i na tym mieście odcisnęła swe piętno.
W sobotnie popołudnie miasto sprawia wrażenie wymarłego... a może to ja za bardzo przyzwyczaiłem się do rytmu ciągle biegnącej gdzieś Warszawy?
Równo rok temu, 27 lipca 2009 roku...
Link 27.07.2010 :: 23:19
Komentuj (2)... byliśmy w podroży: Chorwacja via Bośnia&Hercegowina - Czarnogóra - Chorwacja.
Na trasie, jeszcze w Chorwacji, zaliczyliśmy, owszem piękny, ale dla mnie zbyt tłoczny, Dubrownik (i z tego też powodu dużo lepiej wspominam wyludniony Szybenik) i bardzo bananowy kurort Cavtat (widok przycumowanych tam jachtów demotywował do poszukiwań niedrogiej restauracji). BiH minęliśmy w zasadzie tranzytem i trwało to dosłownie kilkanaście minut (swoja drogą ciekawi mnie historia tego malutkiego wycinka linii brzegowej rozdzielającego terytorium Chorwacji). Czarnogóra, przewodnikowy "nieoszlifowany diament"... dotarliśmy do miasta Petrovac. Wizyta tam okazała się być podróżą w czasie do komunistycznych kurortów z lat 70...
Zrobiliśmy więc zakupy w supermarkecie i skierowaliśmy się z powrotem do Chorwacji. Najlepszym zakupem okazały się być piwa w 1,5l
petach - po rozbiciu namiotu na polu niedaleko Dubrownika w okolicy 3. nad ranem siedząc na schodkach jednego z chorwackich domów, obserwując przejeżdżające magistralą adriatycką samochody, sącząc ciepłe piwo z plastiku, solidarnie się we trzech upiliśmy...
To był dobry dzień.
Gdzieś po drodze. Chyba jeszcze Chorwacja.

Dubrownik.

Cavtat.

Granica z Czarnogórą. Krowa celnikom w pracy nie przeszkadzała... czemuż więc miałaby przeszkadzać nam?

Przeprawa promowa pozwoliła nam zaoszczędzić sporo czasu omijając Zatokę Kotorską. Szkoda widoków, ale czasu wtedy już nie mieliśmy.
Barcelona!
Link 08.05.2010 :: 00:47
Komentuj (0)
Co tu dużo mówić. Wygląda na to, że urodziłem się przynajmniej 2.500km za bardzo na płn-wsch. :/
Poprzednie |